Pierwsza rozprawa w procesie Petera Hartza: oburzeni bezrobotni i zapowiedź łagodnej kary
Wiele wskazuje na to, że rozprawa ta była równocześnie przedostatnią: sędzia prowadząca poinformowała, że doszło do układu między sędziami, adwokatem Hartza i prokuraturą, który przewiduje zagwarantowanie oskarżonemu nieprzekraczalnego wymiaru kary na poziomie 2 lat więzienia w zawieszeniu i 360 stawek dziennych (według ocen obserwatorów mogłoby chodzić o kwotę 300 – 400 tys. euro).
17 stycznia nim Sądem Krajowym w Brunszwiku odbyła się pierwsza rozprawa w procesie przeciwko byłemu dyrektorowi kadrowemu Volkswagena, Peterowi Hartzowi, o wielokrotną defraudację i przekupywanie członka rady zakładowej koncernu.
Za takim rozwiązaniem ma przemawiać m.in. to, że Hartz nie wzbogacił się w wyniku przestępstwa zaś że dokonując potajemnych wypłat z kasy VW w subiektywnym mniemaniu służył interesom koncernu. Do spełnienia wymogów układu potrzebne są coraz dokładniejsze zeznania Hartza. chyba złoży je 25 stycznia, po drodze odpowiedzi na pytania sądu i prokuratury, jego adwokat. w takim razie doszłoby podobnie do wydania wyroku, bez konieczności wzywania świadków.
Konieczność wysłuchania zarzutów po raz kolejny nie była jedyną nieprzyjemnością na rzecz Hartza tego dnia - uprzednio nim siedzibą sądu przywitały go transparenty miejscowych bezrobotnych protestujących przeciwko tzw. reformie Hartz IV jego autorstwa, w wyniku której drastycznie zmniejszono państwowe zasiłki na rzecz osób bez pracy; padły wyzwiska: "lump" i "zdrajca robotników".